Znaki i przypadki
Dodano:
Gdzie nie spojrzeć - czy to na skalę wzmocnienia złotego (największą od przełomu 2000 i 2001 roku), czy na rozmiary wzrostu stóp procentowych z okresu wiosna 2003 - lato 2004, czy na realne tempo przyrostu podaży pieniądza - widać oznaki trwającego od wiosny spowolnienia
W ubiegłym tygodniu zadzwoniła - po raz pierwszy od 10 lat - daleka krewna mojej żony. Niespodziewanie przypomniała sobie o nas, bo chciała zapytać o ocenę jednej ze zbliżających się ofert publicznych na rynku akcji. W mojej głowie natychmiast zapaliła się lampka ostrzegawcza. Odkrycie, że "nie ma przypadków, są tylko znaki", przypisywane kaznodziei z kościoła Panien Wizytek na Krakowskim Przedmieściu, księdzu Bronisławowi Bozowskiemu, ma bowiem idealne odbicie na rynku akcji. Dalecy krewni czy też dawno niewidziani znajomi mają bowiem nieco tajemniczą zdolność do wykazywania aktywnego zainteresowania rynkiem akcji w momentach, w których - jak się to z czasem okazuje - nie należy tego robić. Od tej strony przebija ich jedynie prasa popularna: pojawienie się na pierwszych stronach tematu rynku akcji już od dawna jest uznawane za wiarygodny sygnał rychłej zmiany dominującego trendu na odwrotny. Ponieważ medialny szum towarzyszący ofercie i udanemu debiutowi akcji PKO BP można interpretować jako właśnie tego typu sygnał, warto zastanowić się, czy sytuacja, w której polska gospodarka i rynki finansowe znajdują się pod koniec 2004 roku, daje jakieś powody do zaniepokojenia.
Pierwszym niekorzystnym zjawiskiem jest spadek tempa przyrostu produkcji przemysłowej. W październiku było to już tylko 3,3 proc., czyli najmniej od stycznia 2003 roku (WIG znajdował się wtedy całe 40 proc. niżej niż obecnie). Komentując te dane, ekonomiści wskazywali słusznie na to, że w tym roku październik miał trzy dni robocze mniej niż przed rokiem, co oczywiście znacząco zmniejsza skalę faktycznego spowolnienia. Ta pociecha była rynkowi bardzo potrzebna, jako że 3-proc. tempo wzrostu produkcji jest historycznie spójne z pł askim (rok do roku) rynkiem akcji. Tymczasem WIG był ostatnio 28 proc. powyżej poziomu sprzed roku. Jakkolwiek w ostatnich miesiącach tego roku można się spodziewać pewnej poprawy, to jednak przegląd wskaźników, które można racjonalnie podejrzewać o wyprzedzanie tempa wzrostu gospodarczego w naszym kraju, nie pozwala na nadmierny optymizm.
Za kilka miesięcy, gdy bieżące statystyki gospodarcze zaczną być porównywane do wyników z I półrocza br. zawyżonych przez przedakcesyjne zakupy, niewykluczone, że będzie można mówić nawet o minirecesji w przemyśle. Ostatnie zachowanie rynku akcji, który rozczarowany wynikami za III kw. nie wykorzystał okazji do wzrostu, jaką była powyborcza zwyżka na giełdach w USA, może świadczyć o tym, że obawy te już znajdują odzwierciedlenie w cenach - w większości niezbyt przecież tanich - polskich akcji.
RPP w komunikacie wydanym po październikowym posiedzeniu przyznała, że "począwszy od 2005 roku, zmaleje rola eksportu netto we wzroście gospodarczym, a wzrośnie rola popytu wewnętrznego, przede wszystkim inwestycyjnego". Jednym z sygnałów rozpoczęcia znaczącego ożywienia inwestycji byłby wzrost dynamiki kredytu dla przedsiębiorstw. Tymczasem jeszcze w październiku roczny spadek realnej wartości kredytu dla przedsiębiorstw - po uwzględnieniu tempa inflacji - wynosił rekordowe 8,5 proc. Stale rosnący poziom depozytów przedsiębiorstw - 78 mld zł wobec 51 mld zł w I kw. 2003 - świadczy o tym, że firmy mają pieniądze na ewentualne inwestycje. Najprawdopodobniej jednak ciągle świeża pamięć recesji z lat 2001-2002 powoduje, że nadal niechętnie angażują się w rozbudowę mocy produkcyjnych. Analiza poprzednich, mniej więcej 10-letnich, globalnych cykli rozdzielających kolejne recesje poucza, że silne ożywienie inwestycji pojawia się zwykle w drugiej połowie cyklu (tak jak boom inwestycyjny w sektorze technologiczno-telekomunikacyjno-medialnym z lat 1996-2000). Tym razem - z oczywistych względów - pewniakiem do roli globalnej lokomotywy inwestycyjnej na drugą połowę dekady wydaje się szeroko pojęty sektor surowcowo--energetyczny. Przy takim założeniu odpowiednio skonstruowany portfel akcji spółek budowlano-montażowych i przemysłowych powinien przynieść w najbliższych latach poważne zyski. Na razie jednak nie da się wykluczyć scenariusza, w którym rok 2005 okaże się rozczarowującym okresem przejściowym pomiędzy fazami eksportową i inwestycyjną ożywienia gospodarczego.
Pierwszym niekorzystnym zjawiskiem jest spadek tempa przyrostu produkcji przemysłowej. W październiku było to już tylko 3,3 proc., czyli najmniej od stycznia 2003 roku (WIG znajdował się wtedy całe 40 proc. niżej niż obecnie). Komentując te dane, ekonomiści wskazywali słusznie na to, że w tym roku październik miał trzy dni robocze mniej niż przed rokiem, co oczywiście znacząco zmniejsza skalę faktycznego spowolnienia. Ta pociecha była rynkowi bardzo potrzebna, jako że 3-proc. tempo wzrostu produkcji jest historycznie spójne z pł askim (rok do roku) rynkiem akcji. Tymczasem WIG był ostatnio 28 proc. powyżej poziomu sprzed roku. Jakkolwiek w ostatnich miesiącach tego roku można się spodziewać pewnej poprawy, to jednak przegląd wskaźników, które można racjonalnie podejrzewać o wyprzedzanie tempa wzrostu gospodarczego w naszym kraju, nie pozwala na nadmierny optymizm.
Za kilka miesięcy, gdy bieżące statystyki gospodarcze zaczną być porównywane do wyników z I półrocza br. zawyżonych przez przedakcesyjne zakupy, niewykluczone, że będzie można mówić nawet o minirecesji w przemyśle. Ostatnie zachowanie rynku akcji, który rozczarowany wynikami za III kw. nie wykorzystał okazji do wzrostu, jaką była powyborcza zwyżka na giełdach w USA, może świadczyć o tym, że obawy te już znajdują odzwierciedlenie w cenach - w większości niezbyt przecież tanich - polskich akcji.
RPP w komunikacie wydanym po październikowym posiedzeniu przyznała, że "począwszy od 2005 roku, zmaleje rola eksportu netto we wzroście gospodarczym, a wzrośnie rola popytu wewnętrznego, przede wszystkim inwestycyjnego". Jednym z sygnałów rozpoczęcia znaczącego ożywienia inwestycji byłby wzrost dynamiki kredytu dla przedsiębiorstw. Tymczasem jeszcze w październiku roczny spadek realnej wartości kredytu dla przedsiębiorstw - po uwzględnieniu tempa inflacji - wynosił rekordowe 8,5 proc. Stale rosnący poziom depozytów przedsiębiorstw - 78 mld zł wobec 51 mld zł w I kw. 2003 - świadczy o tym, że firmy mają pieniądze na ewentualne inwestycje. Najprawdopodobniej jednak ciągle świeża pamięć recesji z lat 2001-2002 powoduje, że nadal niechętnie angażują się w rozbudowę mocy produkcyjnych. Analiza poprzednich, mniej więcej 10-letnich, globalnych cykli rozdzielających kolejne recesje poucza, że silne ożywienie inwestycji pojawia się zwykle w drugiej połowie cyklu (tak jak boom inwestycyjny w sektorze technologiczno-telekomunikacyjno-medialnym z lat 1996-2000). Tym razem - z oczywistych względów - pewniakiem do roli globalnej lokomotywy inwestycyjnej na drugą połowę dekady wydaje się szeroko pojęty sektor surowcowo--energetyczny. Przy takim założeniu odpowiednio skonstruowany portfel akcji spółek budowlano-montażowych i przemysłowych powinien przynieść w najbliższych latach poważne zyski. Na razie jednak nie da się wykluczyć scenariusza, w którym rok 2005 okaże się rozczarowującym okresem przejściowym pomiędzy fazami eksportową i inwestycyjną ożywienia gospodarczego.